piątek, 16 września 2016

U mnie zawsze świeci słońce ;)

Lato we wrześniu. Pogoda nas rozpieszcza, jest pięknie. Woda  w morzu dosyć ciepła, słoneczko  grzeje przez cały dzień. To nagroda za kapryśny sierpień ? Nowe wieści jednak nie są ciekawe.....Podobno od zachodu zmierza ku nam niejaka niżowa  Stefania i chce się tu porządzić. Przepędzi słońce, wywoła deszcze...yyy...i co jeszcze ??. Coś mi się zdaje, że tej Stefki nie polubię. W mojej familii Stefków nie brakowało. Babcia, tata i jakby tego było mało, to i mnie na drugie Stefania dano :). Jakby co, to z tą zła ja nie mam nic wspólnego...nic, a nic :). Cóż, czy tego chcemy, czy nie, zimna Stefania czai się za rogiem. I co? lipa?....koniec lata.....??? Tak szybko się nie poddam....W Domu Rozalii słońce będzie zawsze :)

  Żeby nie było tak całkiem smutno, niżej trochę słonecznych, wakacyjnych fotek. Tam....gdzieś...już mnie nie ma,  ale  lato trwa....


























środa, 31 sierpnia 2016

Wiśniowe wspomnienia

Słoneczny, ciepły, piękny, ale ostatni już dzień sierpnia.....Jutro z hukiem wpadnie wrzesień. Książki, zeszyty, trampki, pobudka skoro świt...i tak do czerwca. U mnie dziatwy w wieku szkolnym na stanie brak, więc te troski mnie omijają. Tym samym moje  lato trwa i żadna data  tego nie zmieni. Będzie trwało tak długo, aż...... trzeba będzie palić w piecu i  wykopać z szafy swetry.....:)). Ale o tym potem :) Teraz się relaksuję na leżaczku chłonąc kolory, zapachy lata..... Inaczej pachnie i smakuje lato w czerwcu, lipcu, a jeszcze inaczej we wrześniu.  Jednym z niezapomnianych smaków lipca i sierpnia zawsze będą wiśnie. Słodki, kwaśny, lekko cierpki niezapomniany smak wspomnień.....smak wakacji. Babcia zawsze gotowała  w tym czasie zupę wiśniową z kluskami. Dwa trzy, razy w sezonie wielki garnek, którego zawartość znikała błyskawicznie. Te czasy niestety  dawno minęły....Zawsze z uśmiechem na twarzy wspominam tamte lata w Loryńcu.... W moim ogrodzie nie ma drzewek wiśniowych, ale mój sąsiad  obdarowuje mnie koszykiem ulubionych wiśni.... no chyba, że szpaki były pierwsze i moją domniemaną część zjadły..:) Tym razem  wisionki dostałam. Każdego roku ku pamięci:) także gotuję wiśniową zupę.... dla siebie, bo wśród moich domowników nie ma amatorów tego smakołyku. Nie mam z tym problemu, w końcu to moje słodkie, wiśniowe wspomnienia. :). Miska zupy, a tyle radości! 



                                               
                                          


                                            Do zobaczenia we wrześniu :)

 

niedziela, 7 września 2014



 Dzisiejszy poranek przywitał nas przepiękną pogodą. Jeszcze przed śniadaniem wyszłam do ogrodu na mały spacerek.....tak dla rozruszania starych  kości :)). Usiadłam pod moją ulubioną brzózką. Popijając kawkę, delektowałam się  ciszą, zapachem rosy...kocham takie chwile. Obserwowałam kota, który wygrzewał się na słońcu, kosa który spacerował między sosnowymi szyszkami. W końcu mój wzrok przykuł żółtawy punkt obok altany pod sosną. Co to jest, czyżby pokazały się  maślaczki? Tak! Oczom ukazało się poletko grzybów.  Jeden obok drugiego, mnóstwo:). No tak....pomyślałam, pewnie połowa  robaczywa..... Jak się pózniej okazało, wszystkie były zdrowe, co rzadko się tu zdarza. Pozbierałam je, ale zanim trafiły na patelnię, zafundowałam im  foto-sesję....inaczej być nie mogło:) Żeby grzybkom smutno nie było, przyniosłam im bukiet, który dostałam na rocznicę ślubu. Piękną jarzębinę jakiś czas temu przywiozłam z Loryńca o mojej kuzynki. To resztki po wykonaniu wieńca dożynkowego. Jej już nie były potrzebne, a ja ucieszyłam się,  jak gwizdek:)
Maślaczki  uwiecznione na zdjęciu obok fotela bujanego, to wcześniejszy zbiór, z przed tygodnia.
 D..z...i..ę..k..u..j..ę   za wszystkie komentarze pod poprzednim wpisem ! To naprawdę bardzo miłe, tym bardziej, że ja niezbyt regularnie pojawiam się u Was....:(



 












środa, 27 sierpnia 2014

Przed nami ostatni weekend wakacji.  Do drzwi powolutku puka wrzesień.  Będzie  już trochę ciszej, chłodniej, ale  wciąż ładnie. Lubię  wrzesień  za jego poranną rosę, za  śliwki, za rumiane jabłka, za borowiki na maśle....Zanim jednak jesień zacznie panowanie, cieszmy się latem, wszak jeszcze chwilę z nami pobędzie:)










Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...