piątek, 1 grudnia 2017

Grudniowe pierniki

Pierwsze grudniowe pierniki gotowe. Może nie jest to prawdziwy piernik, bardziej murzynek z piernikowymi przyprawami, ale bardzo smaczny. Tym razem na początek zrobiłam piernikowe babeczki i nieduży piernik w okrągłej foremce. Ten większy jakoś dziwnie wyrósł..takie swojskie Kilimandżaro. Do środka dodałam żurawinę i to sporo. To był dobry pomysł. Zdecydowanie bardziej  smakują mi tu niż rodzynki.  Nie zabrakło też miodu. Przy pracy dopingował mnie skrzat i pilnował żebym za dużo nie zjadła.  To był tylko taki mały wstęp do pierniczenia:). Tak na serio, to w niedzielę chyba będę bałaganić. Bałaganić, to dobre określenie tego co będę wyczyniać :). Zawsze, gdy biorę  się za robienie ciastek, pierogów, wszystkiego co wymaga wałka i rozsypanej mąki na stole, to  lepiej się do mojej kuchni nie zbliżać ;). . Bałaganiara jestem ha ha. Na zdjęciach wszystko fajnie wygląda....ciach, ciach na lewo i na prawo wszystko zgarnięte......można robić zdjęcia. Co jest poza kadrem? Czego nie widać?...hmmm...armagedon jednym słowem:) Mąka jest wszędzie, no może nie na suficie, chociaż nie wiem....wszak sufit biały jest :)








wtorek, 21 listopada 2017

Nim ostatni liść spadnie z drzewa





   Jesień w ostatnich dniach chyba turbo doładowanie włączyła. Deszcz, przymrozki, wiatr.....oj nieładnie.  Czas pożegnać ostatnie złote liście.  Idzie zima, a to już nie są przelewki :) Wczoraj  nieśmiało spadł pierwszy śnieg. No może nie śnieg, tylko deszcze ze śniegiem, ale przez małą chwilę zmienił widok za oknem.
Powiem Wam, że ja  jak małe dziecko już zaczęłam wyobrażać sobie białe puchate czapy na drzewach......Niestety  nie ma tak dobrze, zamiast iście bajkowych widoków zrobiła się tzw. glimza:) i czar prysł. Na nieutwardzonej drodze, która wiedzie do mego domu zostały tylko szare  kałuże. No cóż, co roku to samo,  zaskoczona nie jestem :)
  Na do widzenia jesieni kilka miłych fotek z wrzosami, dynią....








W ogrodzie już posprzątane . Tulipany  od trzech tygodni śpią w ziemi czekając na wiosnę, jeszcze tylko mebelki trzeba zabezpieczyć. U mnie nie ma z tym kłopotu, wystarczy wstawić do altany i już :)



    W domu też najwyższy czas schować  dekoracje jesienne , albo raczej zjeść:). Zupę dyniową raz jeszcze ugotować.
     Adwent tuż, tuż...
Trzeba będzie  wykopać z przepastnych szaf i pudeł  gwiazdkowe  dekoracje i gadżety. Może jutro?
  ............................................................................................................................................................
    Pozdrawiam gorąco, do zobaczenia.

piątek, 7 lipca 2017

Truskawkowe wspomnienia

    Truskawki, czy mogą  komuś znudzić się truskawki? Na pewno nie mnie. W sezonie potrafię zjeść nawet kilogram dziennie, czasem nawet więcej. W ciągu roku raczej nie kupuję. Wielkie z twardym białym, czy zielonym środkiem , kupione np. w listopadzie są dla mnie niejadalne. Jako dekoracja może, ale na tym koniec.
    Dzisiaj jest mi łatwo powiedzieć, że kocham truskawki, ale był czas, że wychodziły mi one bokiem, tak, tak....Kiedy byłam dzieckiem moi rodzice mieli za miastem kawałek pola i uprawiali tam co?...truskawki ! Przez kilka ładnych lat cała familia haczkowała, plewiła, odchwaszczała, jednym słowem dbała o roślinki. Gdy przyszedł czas na zbiory,  uzbrojeni w tzw. kipki  :) ruszaliśmy w zagony.....codziennie. Pamiętam, że nie zawsze była ochota do pracy. Często próbowałam się wymigać, moje siostry również.....wymyślałyśmy  cuda, żeby zostać w domu :)... Ale cóż....trzeba było i koniec.
Z tego poletka wystarczało dla nas i część trafiała na sprzedaż. Syrenka 104 wiozła nas do Gdyni  na halę. Tam po  nasze  truskaweczki  przychodzili stali klienci, z uśmiechem kupując kilogram po kilogramie. Może nasze truskawki nie były wielkie, wypasione, jedna w jedną, ale były zdrowe, smaczne, słodkie, bez nawozów, bez środków ochrony. Tylko słońce i woda, no i nasza ciężka praca.
Taka jest moja truskawkowa historia, którą dzisiaj z uśmiechem wspominam.









W moim skromnym ogródku też są truskaweczki, aż ....10 krzaczków  :)), kupione w zeszłym roku w Castoramie. Przetworów raczej nie da się zrobić z tej ilości, ale poskubać rano po kilka sztuk, zjeść delektując się ich smakiem jak najbardziej.

Na zdjęciach w większości truskawki ze straganu. Moje są  te w białym kubku i oczywiście liście :)
                                                                     ♥♥♥
                                                    Pozdrawiam serdecznie !

piątek, 30 czerwca 2017

Żegnaj czerwcu na rok :)

Czerwiec żegna się z nami płaczem......leje..pada....kropi....leje....mży....pada......i tak w koło....
Wiosna też nas nie rozpieszczała. Trochę smutno, bo dni tak szybko uciekają....i jak na złość tak się trafia, że jak idę do pracy słoneczko pojawia się na moim niebie, a gdy mam dzień wolny... słońce też ma wolne. Co tu zrobić ?  Gdzieś głęboko w szarych chmurach schowane, czeka aż pójdę do pracy haha. Wczoraj chciałam leżeć plackiem na leżaku i się opalać, odpoczywać w najprostszy możliwy sposób.Wszystko  oczywiście zaplanowane; książka, zdrowe napitki, kremy takie i owakie....i co ? nici z leniuchowania na leżaku. Słońca nie było....
Naprawdę piękne dni w czerwcu chyba można policzyć na palcach, tak niewiele ich było. Ostatni , który pamiętam, to 23 czerwca. Dzień był przyjemny, po południu jeszcze ładniej. W ogrodzie pod sosną, z  kieliszkiem wina spędziliśmy  z moim M. miłe chwile.....









Teraz, gdy to piszę pogoda za oknem przypomina listopad. To jakiś koszmar.....
Mimo wszystko głowa do góry! Jutro lipiec, może przyniesie jakieś zmiany ? Oby na lepsze :)



Pozdrawiam gorąco.... idę ugotować kisiel....tak mnie naszło na słodką chwilę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...