piątek, 7 lipca 2017

Truskawkowe wspomnienia

    Truskawki, czy mogą  komuś znudzić się truskawki? Na pewno nie mnie. W sezonie potrafię zjeść nawet kilogram dziennie, czasem nawet więcej. W ciągu roku raczej nie kupuję. Wielkie z twardym białym, czy zielonym środkiem , kupione np. w listopadzie są dla mnie niejadalne. Jako dekoracja może, ale na tym koniec.
    Dzisiaj jest mi łatwo powiedzieć, że kocham truskawki, ale był czas, że wychodziły mi one bokiem, tak, tak....Kiedy byłam dzieckiem moi rodzice mieli za miastem kawałek pola i uprawiali tam co?...truskawki ! Przez kilka ładnych lat cała familia haczkowała, plewiła, odchwaszczała, jednym słowem dbała o roślinki. Gdy przyszedł czas na zbiory,  uzbrojeni w tzw. kipki  :) ruszaliśmy w zagony.....codziennie. Pamiętam, że nie zawsze była ochota do pracy. Często próbowałam się wymigać, moje siostry również.....wymyślałyśmy  cuda, żeby zostać w domu :)... Ale cóż....trzeba było i koniec.
Z tego poletka wystarczało dla nas i część trafiała na sprzedaż. Syrenka 104 wiozła nas do Gdyni  na halę. Tam po  nasze  truskaweczki  przychodzili stali klienci, z uśmiechem kupując kilogram po kilogramie. Może nasze truskawki nie były wielkie, wypasione, jedna w jedną, ale były zdrowe, smaczne, słodkie, bez nawozów, bez środków ochrony. Tylko słońce i woda, no i nasza ciężka praca.
Taka jest moja truskawkowa historia, którą dzisiaj z uśmiechem wspominam.









W moim skromnym ogródku też są truskaweczki, aż ....10 krzaczków  :)), kupione w zeszłym roku w Castoramie. Przetworów raczej nie da się zrobić z tej ilości, ale poskubać rano po kilka sztuk, zjeść delektując się ich smakiem jak najbardziej.

Na zdjęciach w większości truskawki ze straganu. Moje są  te w białym kubku i oczywiście liście :)
                                                                     ♥♥♥
                                                    Pozdrawiam serdecznie !

piątek, 30 czerwca 2017

Żegnaj czerwcu na rok :)

Czerwiec żegna się z nami płaczem......leje..pada....kropi....leje....mży....pada......i tak w koło....
Wiosna też nas nie rozpieszczała. Trochę smutno, bo dni tak szybko uciekają....i jak na złość tak się trafia, że jak idę do pracy słoneczko pojawia się na moim niebie, a gdy mam dzień wolny... słońce też ma wolne. Co tu zrobić ?  Gdzieś głęboko w szarych chmurach schowane, czeka aż pójdę do pracy haha. Wczoraj chciałam leżeć plackiem na leżaku i się opalać, odpoczywać w najprostszy możliwy sposób.Wszystko  oczywiście zaplanowane; książka, zdrowe napitki, kremy takie i owakie....i co ? nici z leniuchowania na leżaku. Słońca nie było....
Naprawdę piękne dni w czerwcu chyba można policzyć na palcach, tak niewiele ich było. Ostatni , który pamiętam, to 23 czerwca. Dzień był przyjemny, po południu jeszcze ładniej. W ogrodzie pod sosną, z  kieliszkiem wina spędziliśmy  z moim M. miłe chwile.....









Teraz, gdy to piszę pogoda za oknem przypomina listopad. To jakiś koszmar.....
Mimo wszystko głowa do góry! Jutro lipiec, może przyniesie jakieś zmiany ? Oby na lepsze :)



Pozdrawiam gorąco.... idę ugotować kisiel....tak mnie naszło na słodką chwilę.

środa, 1 lutego 2017

W środku zimy

Mrożno dzisiaj....Patrzę przez okno na posrebrzone łąki, drzewka. Tworzą ładny obrazek.  Tylko trochę słoneczka i widok byłby, jak z pocztówki. Niestety nic nie wskazuje na to, by słoneczko miało się  nam dzisiaj pokazać. Jakoś to przeżyję :) Ptaszki też chyba grzeją stópki w jakimś ciepłym miejscu, bo nie widać  ich  od rana. No właśnie...a gdzie się chowają wróble i sikorki, gdy im zimno? Ot pytanie....

  Jeszcze kilka dni temu w ogrodzie było śniegu po kolana.  Dzisiaj zostało  wspomnienie. Tylko kilka białych plam na środku trawnika przypomina tamten piękny widok. Może i dobrze...może wiosna szybciej przyjdzie....:) Tak, już..... Zejdż na ziemię kobieto :) Pierwszego lutego mówić o wiośnie, to chyba za szybko. Jeszcze ze trzy zimy mogą przyjść zanim  powiemy ...." wiosna, wiosna ach to ty"....
Ptaszki u mnie żle nie mają , zawsze coś smakowitego znajdą. Przygotowałam  połówki jabłek wypełnione  smalcem z ziarnami, gotowe kulki z Lidla, w pomarańczowych skórkach powiesiłam ziarno słonecznika. Na balkonie stoi talerz, na który zawsze coś wsypuję. Trudno sfotografować ptaszki, chyba jestem za dzika....a tu trzeba cichutko, powolutku .....aż do skutku.











                                      
                                       Pozdrawiam gorąco w środku zimy :)




 

wtorek, 13 grudnia 2016

Kurzle :)))


Zapachniało piernikami.......Dzisiaj mam dla Was piernikową krajankę. Ten  smakołyk pojawia się u mnie zawsze w adwencie. Nie ważne, czy kupiony w cukierni, czy wykonany w domu.............musi być ! I jest :) Tym razem miałam ochotę zrobić sama.

Mój przepis na te fajne pierniczki jest zawsze taki sam :

 100 g masła,  100g cukru , 230 g miodu, 2 jaja, 1 żółtko, 1,5  łyżki kakao, 400 g mąki pszennej; 2 łyżeczki proszku do pieczenia, pół mlecznej czekolady, 2 dobre przyprawy do pierników.
  Miód, masło, cukier, kakao, czekoladę podgrzewać w garnku do całkowitego rozpuszczenia i uzyskania jednolitej konsystencji. Zdjąć z ognia i przestudzić. Mąkę przesiać z proszkiem, dodać przyprawy, jajka i słodką miksturę :) z garnka. Miksować do uzyskania ładnej , gładkiej masy. Przełożyć do blachy na papier. Wyrównać i piec 25 minut (do pół godziny)  w temp 180 st. C. Po wystudzeniu pokroić. Można polukrować, lub obtoczyć w czekoladzie....mniammmm.
Ładnie zapakowane można wręczyć komuś miłemu..... jeżeli jeszcze coś zostanie :) Z moimi musiałam uciekać, bo niewiele brakowało, a do "fotografa" trafiłyby tylko okruchy :)
Te pierniczki zawsze kojarzą mi się z moim Tatą.Czasami bywało, że robił je dla nas, gdy byłyśmy dziećmi Nazywał je "kurzlami". Nie wiem skąd wziął tą nazwę, ale wiem, że "KURZLE"  są pyszne :).








 Co słychać u Was Moje Drogie ? Pierniczki, ciasteczka  upieczone? Wiem, że te prawdziwe pierniki trzeba przygotować dużo wcześniej......Tak, trzeba jeszcze o tym pamiętać :))  Jest wiele przepisów dla tych, co robią na ostatnia minutę swoje pierniczki. Mam też taki przepis i powiem Wam, że są super. Prawdopodobnie w najbliższą niedzielę do południa sobie trochę popierniczę. Na wieczór planujemy pojechać do Gdańska na Jarmark. Może coś fajnego kupię.....zobaczymy, ale pysznego grzańca z pewnością sobie nie odmówię :) Pamiętacie mój przepis na grzane wino? Pewnie  nie.....
Znalazł swoje honorowe miejsce w jednym z postów w 2013 roku  --- link tutaj
 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...