piątek, 25 listopada 2016

Czas leci, jak szalony zostawiając za sobą tylko tuman kurzu. Do świąt został równy miesiąc. Czas pomyśleć o dekoracjach i innych sprawach, żeby potem nie latać, jak w ukropie trzy dni przed wigilią. Prawdę powiedziawszy, ja już się wyleczyłam z tego wariackiego biegania po galeriach, kupowania pełnych toreb, bo  ---a nóż zabraknie...... Niczego nie zabraknie. Najważniejsze, by zdrowego rozsądku nam nie zabrakło.Pisałam już tu kiedyś o moich rozmyślaniach na temat świątecznej gorączki :)..idą święta...2012
Na blogach już świątecznie...bombki, pierniczki.....pięknie. Ja dziś jeszcze pokażę trochę jesiennych dekoracji, tym bardziej, że wczoraj i dzisiaj piękna pogoda nas rozpieszcza. Może nie jest zbyt ciepło,ale słońca nie brakowało. Zima przyjdzie prędzej, czy póżniej...tak, tak. Jeszcze da nam w kość :)








                                                   Pozdrawiam i do zobaczenia :)

wtorek, 11 października 2016

Zapachniało śliwkami....

        Wczoraj było bardzo śliwkowo. Tak pysznych, słodkich śliweczek dawno nie jadłam.
 W starym, trochę zaniedbanym ogrodzie u pani Stasi  rosną owocowe drzewka, które chyba pamiętają Gagarina w kosmosie :). Stare, pokrzywione, zdziczałe, ale nadal rodzące owoce. Pod nimi w chwastach szare gruszki, piegowate jabłka i fioletowe śliwki. Leżą i czekają na swój koniec.Tylko gęsi i kaczki zainteresowane tym bogactwem....Gęsi trochę protestowały, gdy wybierałam co ładniejsze okazy. Wiedzą, co dobre :). Przywiozłam sobie wiaderko tych darów do domu. Co zrobiłam? Trzy słoiki dżemu, kompot i ciasto....tyle radości. Mąż na obiad schabowy, a ja śliwki....duuużo śliwek :) Ciasto ze śliwkami było pyszne, kruche, pachnące. Jadłam, jadłam i zjadłam "pińć' kawałków.....Ach, nie wiem, czy tylko ja tak mam, że nie potrafię sobie odmówić i do rozsądku przemówić? :) Co mam na swoje rozgrzeszenie? Zawsze coś się znajdzie. No co? Duża porcja ekologicznych owoców...no dobra...trochę cukru, mąki, masła. Jajka od pani Stasi, ha! Ekologiczne:)






Pozdrawiam gorąco i do zobaczenia niebawem:)

piątek, 16 września 2016

U mnie zawsze świeci słońce ;)

Lato we wrześniu. Pogoda nas rozpieszcza, jest pięknie. Woda  w morzu dosyć ciepła, słoneczko  grzeje przez cały dzień. To nagroda za kapryśny sierpień ? Nowe wieści jednak nie są ciekawe.....Podobno od zachodu zmierza ku nam niejaka niżowa  Stefania i chce się tu porządzić. Przepędzi słońce, wywoła deszcze...yyy...i co jeszcze ??. Coś mi się zdaje, że tej Stefki nie polubię. W mojej familii Stefków nie brakowało. Babcia, tata i jakby tego było mało, to i mnie na drugie Stefania dano :). Jakby co, to z tą zła ja nie mam nic wspólnego...nic, a nic :). Cóż, czy tego chcemy, czy nie, zimna Stefania czai się za rogiem. I co? lipa?....koniec lata.....??? Tak szybko się nie poddam....W Domu Rozalii słońce będzie zawsze :)

  Żeby nie było tak całkiem smutno, niżej trochę słonecznych, wakacyjnych fotek. Tam....gdzieś...już mnie nie ma,  ale  lato trwa....


























środa, 31 sierpnia 2016

Wiśniowe wspomnienia

Słoneczny, ciepły, piękny, ale ostatni już dzień sierpnia.....Jutro z hukiem wpadnie wrzesień. Książki, zeszyty, trampki, pobudka skoro świt...i tak do czerwca. U mnie dziatwy w wieku szkolnym na stanie brak, więc te troski mnie omijają. Tym samym moje  lato trwa i żadna data  tego nie zmieni. Będzie trwało tak długo, aż...... trzeba będzie palić w piecu i  wykopać z szafy swetry.....:)). Ale o tym potem :) Teraz się relaksuję na leżaczku chłonąc kolory, zapachy lata..... Inaczej pachnie i smakuje lato w czerwcu, lipcu, a jeszcze inaczej we wrześniu.  Jednym z niezapomnianych smaków lipca i sierpnia zawsze będą wiśnie. Słodki, kwaśny, lekko cierpki niezapomniany smak wspomnień.....smak wakacji. Babcia zawsze gotowała  w tym czasie zupę wiśniową z kluskami. Dwa trzy, razy w sezonie wielki garnek, którego zawartość znikała błyskawicznie. Te czasy niestety  dawno minęły....Zawsze z uśmiechem na twarzy wspominam tamte lata w Loryńcu.... W moim ogrodzie nie ma drzewek wiśniowych, ale mój sąsiad  obdarowuje mnie koszykiem ulubionych wiśni.... no chyba, że szpaki były pierwsze i moją domniemaną część zjadły..:) Tym razem  wisionki dostałam. Każdego roku ku pamięci:) także gotuję wiśniową zupę.... dla siebie, bo wśród moich domowników nie ma amatorów tego smakołyku. Nie mam z tym problemu, w końcu to moje słodkie, wiśniowe wspomnienia. :). Miska zupy, a tyle radości! 



                                               
                                          


                                            Do zobaczenia we wrześniu :)

 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...